Starorzecza

Zestaw autora: przelotowy koralik z agrafką do podczepienia koszyczka zanętowego przesuwa się po dużej pętelce z żyłki. Dzięki przymocowaniu przyponu na dwie małe pętelki, przypon prawie nigdy nie owija się wokół koszyczka.

Żywe składniki zanęty

Podstawową masę zanęty wymieszałem dokładnie już wcześniej w domu, żeby uniknąć nieprzyjemnego moczenia rąk w zimnej wodzie. Na miejscu dodałem tylko do pojemnika z zanętą białe i czerwone robaki oraz „Pinkies”. „Żywa” zanęta zimą to połowa sukcesu. Wcisnąłem zanętę palcami do drucianego telewizorka (Cage Feeder), ale nie za mocno, żeby szybko wypłukiwała się do wody po opadnięciu koszyczka na dno. Postanowiłem bowiem zanęcić kilkoma małymi porcjami rzucanymi raz za razem dokładnie w to samo miejsce. Moje wędzisko ma 3,6 metra długości. Na pętelce na końcu żyłki głównej (0,16 mm) wisi napełniony zanętą telewizorek. Przypon z haczykiem do-wiążę dopiero za jakiś czas. Specjalne kije do łowienia z koszyczkiem zanętowym mają bardzo wytrzymałe i elastyczne blanki (umożliwiające rzucenie sporej masy obciążenia na dużą odległość) oraz bardzo czułe szczytówki sygnalizujące brania. Należy dodać, że szczytówka nie jest częścią blanku, lecz osobnym elementem połączonym z wędziskiem. Koszyczek zanętowy ląduje dokładnie w wybranym miejscu i natychmiast znika w wodzie. Dopóki nie opadnie na dno, pozwalam żyłce swobodnie schodzić z kołowrotka. Następnie zakleszczam żyłkę w klipsie znajdującym się na szpuli. Wtedy mam pewność, że następne rzuty wykonam dokładnie na taką samą odległość.

Po kilku sekundach zwijam żyłkę i wyjmuję koszyczek z wody. Jest pusty, co oznacza, że udało mi się idealnie dobrać konsystencję zanęty. Zanęta: 2 części panierki i 1 część mączki biszkoptowej zapobiegają wydostawaniu się masy zanętowej z koszyczka podczas rzutu i opadania na dno; 1 część zmielonych brązowych sucharów ułatwia wypłukiwanie z koszyczka leżącego na dnie składników zanęty oraz wydostawanie się na zewnątrz jej żywych komponentów; 5 łyżek środka „Brassen” Marcela van den Eyndena nadaje zanęcie atrakcyjny zapach.

Opróżniam pięć koszyczków zanętowych, a następnie „zbroję” zestaw (przypon 0,14 mm dowiązany na pętelkę do żyłki głównej, haczyk nr 12). Przynętą jest kanapka z białego i czerwonego robaczka. Po zarzuceniu zestawu odkładam wędkę równolegle do brzegu na dwóch podpórkach. Naprężam żyłkę, żeby mieć pełny kontakt z przynętą. Szczytówka wędki jest lekko wygięta.

Na początku nic się nie dzieje. Kilkakrotnie donęcam kolejnymi zarzuceniami wędki. W pewnym momencie delikatna szczytówka dwukrotnie lekko się przygina. Kładę ręce na dolniku i czekam. Dwa kolejne pociągnięcia, a następnie szczytówka wygina się płynnym ruchem w pałąk. To jest właśnie to – najodpowiedniejszy moment do zacięcia.

Po krótkim holu podbieram półtora kilogramowego leszcza. Teraz mam już branie za braniem. Co kilka minut zacinam wspaniałe leszcze o masie do dwóch kilogramów.

W trakcie łowienia wymieniam koszyczek zanętowy na 15-gramowy ciężarek z wtopionym karabińczykiem. Zbyt duża ilość zanęty w jednym miejscu, szczególnie zimą, może tylko zaszkodzić, gdyż leszcze zbyt szybko zaspokoiłyby głód. Wspaniałe brania trwały równo półtorej godziny. Nie pomogło nawet donęcanie ponownie zamontowanym telewizorkiem. Nie ma sprawy, na dzisiaj i tak wystarczy. Jeżeli jednak w najbliższym czasie pogoda się nie zmieni, spróbuję jeszcze zapolować z wędką odległościową na płocie. W tym starorzeczu trafiają się bardzo dorodne sztuki. Największa płoć, jaką do tej pory złowiłem tu zimą, miała 0,9 kg.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *