Wędkowanie / Blog / Informacje / Okoniowy duet

Okoniowy duet

Okonie są bardzo ciekawskie i często konkurują ze sobą o pokarm. Możemy to wykorzystać i sprowokować je do brania łowiąc na dwie zupełnie różne przynęty.
Ależ bytem wściekły. Specjalnie na dwie godziny przed wypłynięciem kutra kupiłem bilet, a mimo to najlepsze miejsca, na dziobie i na rufie, dawno już były zajęte. Cholera! na dodatek miałem mnóstwo wolnego czasu do zabicia. Zmontowałem więc wędki i zerknąłem na zegarek. Jeszcze ponad godzina do wypłynięcia z portu. Co robić? Zrezygnowany i zupełnie bez wiary w sukces, przywiązałem do żyłki małego, 16-gramowego pilkera imitującego okonia i opuściłem go na dno przy burcie kutra.

Mruczący kur diabeł

Bach! Coś trzepocze się na drugim końcu żyłki. Wędkarze zgromadzeni na kutrze od razu zaczęli mi się bacznie przyglądać. Niektórzy z nich nawet podeszli bliżej, gdyż wędkarska ciekawość nie zna granic. Po chwili śliczny, mruczący jak kot, kur diabeł znalazł się na pokładzie. Ryba ta potrafi lepiej „mruczeć” niż kurek szary i dlatego obydwa te gatunki są tak często ze sobą mylone. Odhaczyłem sympatycznego malucha i ostrożnie wpuściłem go z powrotem do wody. Branie za braniem: okonie! Nie były to żadne okazy, ale za to „dostarczyły” mi doskonałej przynęty w momencie, gdy na morzu nic nie chciało brać ani na pilkera ani na wabik. Podczas tej wyprawy wszystkie ryby złowiłem na cienkie paski filetów z okoni.

Druga próba

Podczas łowienia z kutra przez cały czas myślałem o następnym dniu. Niezwykle intensywne brania okoni w porcie nie dawały mi spokoju i w końcu postanowiłem, że muszę przy najbliższej okazji wybiorę się na te pręgowane drapieżniki.
Tak więc, 24 godziny później, ponownie znalazłem się w rybackim porcie. Tym razem byłem jednak znacznie lepiej wyposażony. Zabrałem ze sobą krótką wędkę do łowienia na pilkery i długi kij z przelotkami, na który zamierzałem łowić na spła-wik. Przynętą miały być rosówki. Grunt ustawiłem tak, że rosówka znalazła się tuż nad dnem (w pobliżu pomostu), a następnie zacząłem łowić na pilkera jak najbliżej spławika. W momencie, gdy spławik wpływał pod pomost, obserwowałem go przez szpary między deskami.
Przypuszczam, że z brzegu musiało to wyglądać przekomicznie: stoi sobie taki jeden na pomoście, z uporem maniaka patrzy na czubki swoich kaloszy i co chwilę energicznie unosi jedną rękę do góry.
Moja metoda okazała się jednak bardzo skuteczna. W niecałą godzinę złowiłem około dziesięciu ćwierć kilogramowych okoni, podczas gdy dwaj inni wędkarze musieli w tym czasie zadowolić się tylko jedną jedyną zimnicą. Koledzy ci próbowali też łowić na wirówki i twistery, ale bez żadnych rezultatów.
Widząc co się dzieje, przerzucili swoje wędki tak blisko mojego spławika, że wkrótce łowiliśmy dosłownie ramię przy ramieniu. Z pewnością pomyśleli sobie, że moje wyniki są tylko kwestią wędkowania w dobrym miejscu.
Woda była bardzo czysta i dlatego okonie szybko zaniepokoiły się dzikim tańcem nad ich głowami i odpłynęły z tego miejsca. Trzech wychylających się przez balustradę pomostu wędkarzy, wymachujących pilkerami i twisterami, to było już trochę za dużo dla ostrożnych ryb.
Wynik: dopóki wędkowałem sam i zachowywałem się bardzo ostrożnie, mój pręgowany pilker wyzwalał u okoni odruch konkurencji pokarmowej i co chwilę któraś z ryb brała mi na rosówkę. Coś w tym musiało być, skoro moi „koledzy”, którzy także łowili na rosówki, nie mieli w tym czasie ani jednego brania. W momencie urządzenia rybom „stojącej prywatki” nad głowami, ciągłego wychylania się przez poręcz, brania skończyły się definitywnie.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *